Jimm
Imię
Adres
Zarejestrowany
Ostatnio zalogowany
02.05.2012
Teraz
online
Profil oglądano
Ulubiony film
Słucham
Ulubiona książka
Zainteresowania
Motto
''Nie uroni ani jednej łzy, nie będzie trwonić reszty swego życia dusząc się na wolnym ogniu w sosie z larw pamięci[...] " — Gabriel García Márquez
Komentarze
Musisz być zalogowany żeby dodawać komentarze
Jimm
2 dni. Cholernie ciezkie cholernie stresujace. Udalo sie... Ale dwa to nie trzy. Wiec zostal wiec jeden. Jutro niemoze byc mowy o stresie o rozdygotanych rekach. Kazdy ruch musi wykonac sie sam. Jak automat ktory ma zaprogramowane ruchy...
15 metrow
2 magazynki
45 sekund
80 punktow...
Tyle potrzebuje do szczescia. A potem obiecalem to sam sobie. Bede z siebie dumny.
Jimm
"Wnętrze moje przepalone
Szlag mnie trafia gdzieś od środka
Pali, piecze, rwie i szczypie
Każdy patrzy w moją stronę
Jeszcze trochę mi zostało
W mej butelce gdzieś na dnie
Krzyczę, choć nie mogę krzyczeć
Wypić już nie mogę też
Już drętwieje prawa strona
Lewa już zaczyna też
Twarz jest cała sinoczerwona
Gdzieś znowu gryzie kolejna wesz
Ciało me lekkie się wydaje
Zawroty głowy, tracę świadomość
Dusza odchodzi, lecz wrak zostaje
Czuje ze płacę za dwulicowość
Koniec, leżę blady samotnie
Koniec, a nademną krzyż
Koniec, w tym mroku jest okropnie
Koniec, kolejny będziesz ty
Kolejna będziesz ty
Kolejni będziecie wy
Jabolowe ofiary!"
Jimm
To ciezar ktory towarzyszy Ci w kazdej sekundzie.. Za dnia mozesz go opanowac odepchnac gdzies w kat duszy i probowac zyc... Ale kiedy przychodzi noc... Odradza sie, zaczyna wgryzac sie w sumienie porzera mysli. A potem cichnie... Zeby spasc na Ciebie kiedy myslisz ze juz po wszystkim... Zgniata Cie jak robaka, lamie kosci zabiera ostatni oddech... A potem cisza pustka i cichy placz.. To ciezar twojego zla...
Jimm
"Wózek bez hamulców nabiera pędu i sunie w przepaść wypełnioną czerwoną mgłą furii.
Widzisz to i tak naprawdę chce ci się płakać, chociaż zamiast żalu w twoim pękniętym,
rozpadniętym na cząstki sercu budzi się gniew. To oczywiście najgorsze, co może się
zdarzyć, ale nie umiesz z tym walczyć, bo dobrze wiesz, że wokół ciebie, wokół was obojga,
chrzęści lód i wieje arktycznym zimnem.
Czujesz się tak, jakbyś umarł. Jakby złożyła cię do grobu, do wielkiej, pełnej błota dziury
w ziemi, a teraz, przed zasypaniem, patrzy z góry na to, co czas i śmierć zrobiły z twoim
ciałem.
Nieodżałowany.
Ukochany.
Opłakany.
Trup."
Jimm
Czasem w życiu przychodzą takie chwile w których masz ochote na zniszczenie wszystkiego. Na zrobienie małej prywatnej apokalipsy.
Dlaczego wskrzeszenie własnego trupa musi tak bardzo boleć..
Uczucia których boje się nazwać. Myśli których nie umie opanować.
Kiedyś wszystko było prostsze...
Jimm
"Dano ci czas i nie zmarnuj go, żyjąc cudzym życiem. Nie daj się zwieść dogmatom, co polega na życiu wedle tego, co wymyślili inni. Niech w hałasie cudzych głosów nie zatonie twój własny głos. I co najważniejsze, miej odwagę, by iść za głosem serca i duszy. One jakoś wiedzą, kim naprawdę chcesz się stać."
— Steve Jobs
Jimm
Jeżeli nie masz przy sobie bodaj wygiętego scyzoryka, noża do filetowania ryb czy
skałkowej pukawki godnej d’Artagnana, bo uciekałeś z własnego bezpiecznego na pozór
domu nagle i gwałtownie, tak jak Lot spieprzał z Sodomy, jeżeli nigdy w swoim zasranym
życiu nie czułeś się tak bezbronny, to jesteś tylko zaszczutym, wściekłym psem na gigancie.
Jeśli wciąż krwawisz z dawnych ran, znacząc za sobą gruby ścieg czerwieni, jak
postrzelony jakuza, jeżeli we wnętrzu twojej prawej dłoni znów rozdziawiają się szydercze,
roześmiane usta pełne ciepłej krwi, niby cholerny bluźnierczy stygmat, jeśli blizna na twojej
piersi otwiera się niczym zepsuty suwak, a ty możesz wsunąć palce do środka i dotknąć
ciężko pracującego serca, niedobrze z tobą, stary.
Nawet gdy od wieków już jesteś martwy.
Ale kiedy nie masz już nikogo, twoi przyjaciele, kumple na śmierć i życie, bracia, za
których dałbyś się skrwawić do ostatniej kropli, ścigają cię, żeby zamknąć lub zabić, gdy
stajesz się dla nich problemem do rozwiązania, niebezpieczeństwem do zażegnania, kiedy
patrzą ci prosto w oczy, uśmiechają się zdradziecko, nieszczerze i myślą: „Wariat. Trzeba
zgasić wariata”, kiedy gdzieś tam głęboko pod żebrami rozpycha się, pęka, roztwiera mała
bomba jądrowa, gdy tylko przypomnisz sobie ich imiona, gdy czujesz się jak śmieć, jak nic,
jak kawał poszatkowanego mięsa i tyle właśnie dla nich znaczysz, o bracie, uważaj!
Bo stąd tylko krok do szaleństwa.
Do eksplozji bólu, żalu i takiej cholernej rozpaczy, że nie będzie już miało znaczenia, czy
jesteś pieprzonym Abaddonem wypełniającym za wszelką cenę rozkaz Pański, czy po prostu
naprawdę wściekłym kolesiem, którego najbliżsi wystawili dupą do wiatru.
Między odwagą a szaleństwem jest tylko cienka czerwona linia.
Bardzo cienka.
Bardzo szkarłatna.
Po prostu jeszcze odrobina krwi.
Tylko odrobina.
Kawałeczek czerwonego szlaku ciągnącego się za tobą po chodniku, aż do znajomych
drzwi.
Parę kroków.
Parę kropel.
Jimm
Kończy sie kolejny dzień. Czas przecieka przez palce.
Zszywam sie do kupy nicią z kłamstwa i chorych nadziei.
kiedys codziennie oszukiwałem sie że wkońcu bedzie dobrze, teraz robie to samo. Jak długo będe sam siebie okłamywać?
Mój mały chemiczny świat był prostszy. miał jasne cele, wady i zalety.
Był sztuczny, pełen niespełnionych marzeń. Ale był MÓJ
Jimm
Czy uważasz, że wszystko jest w porządku
I że patrzysz na mnie tak, jak dawniej,
I jak dawniej przynosisz mi śniadanie,
I jak kiedyś mówisz mi "Kochanie"?
Może nie chcę zobaczyć wielu rzeczy,
Może ktoś naprawdę jest bez grzechu,
Lecz kto pierwszy rzuci kamień, nie zaprzeczy,
Że najszybsza miłość to ta bez pośpiechu.
"Aniele mój" - tak brzmiało moje imię.
I magią słów zdobyłeś mnie, zdobyłeś.
I kto powiedział, że wszystko jest bez sensu?
Tacy, jak my - niewolnicy zmysłów.
"Aniele mój" - tak zwykłeś mówić do mnie,
By słowa twe tak kochać nieprzytomnie
Ulotna miłość i twoje pożądanie.
Aniele mój, czy w moim śnie zostaniesz?
Czy uważasz, że wszystko jest w porządku,
Że przynosisz mi kwiaty, jak dawniej
I że nie masz nikogo na boku,
I że będziesz mnie kochał w przyszłym roku?
Może nie chcę zobaczyć wielu rzeczy,
Może ja naprawdę nie mam racji,
Wiem, że chaciałbyś zatrzymać mnie na zawsze,
Lecz ja nie dam ci tej satysfakcji...
Wierzysz w Anioły?
Ja wierze...
Zresztą znam kilka. Dokładnie 3...
Choć jeden stał się dla mnie demonem...
Jimm
Makabryczny taniec uczuć. Mieszanka samotnośći, irytacji i bezsensu. Wisienką na torcie jest uczucie wpieprzania się w czyjeś życie z butami. Boże tylko ty wiesz jaka mam ochote tym wszystkim pierdolnąć. Zrobic to co robie najlepiej zniszczyc wszystko, spalic za soba mosty.. To wszystko to utopia. Kolejna nibylandia. Nie moja bajka...
Jimm
Już niewiem o czym myśleć żeby nie myśleć. Kolejny paradoks. Powoli kończą się luzne tematy do rozmyślania. Były już sine trupy, gołe dupy, cudowna broń nazistów i rozważania nt masakry ludnośći cywilnej w srebrienicy. Odbębniłem też spisek zydów masonów i komunistów. Ale jeśli trzeba będzie to będe myślał nawet o migracji pingwinów albinosów.
Jedno z praw murphy'ego mówi że jeśli coś jest głupie ale działa to wcale nie jest głupie. A jeśli dzięki temu nie wymyśle flaszki...
Ale to tylko środek dorazny. Żeby było dobrze musze rozwiązać swoje problemy. Tylko że ja sam jestem swoim problemem...
Jimm
Pół dnia już leże i patrze w sufit sluchając muzyki i próbując ogarnąć jakże monotematyczne myśli. Podczas tej daremnej próby urodziło sie pytanie.
Co bym zrobił gdybym mógł raz skorzystać z wechikułu czasu?
Wiem głupie. Jeszcze głupsze jest to że czemu tylko raz?
Bo było by za prosto.
Wiec co mógł bym zrobić. Są dwa wyjśćia albo przenieść się w przeszłość albo w przyszłość. Jako że mam tylko ten "raz" sprawdzenie wyników totolotka nie wchodzi w rachube.
Skupmy sie na przeszłośći. Przecież mógłbym naprawić to co zepsułem.
Nie wypić pierwszego kieliszka, nie sięgnąć po ćpanie. Mogłbym też 26 czerwca tego roku nie pojechać na fryne i nie narobić tego burdelu który narobiłem. Mógł bym ostrzec ojca że jest chory. Mógłbym też powiedzieć Ewie żeby nie zrywała jabłka. Bo spieprzy cały Boski plan...
Uratować małżeństwo, być innym człowiekiem. Po szkole, z dobrą pracą i kochającą żoną...
Właśnie i tu jest problem. Byłbym inny... ale Bóg stworzył mnie właśnie takim. Może miał gorszy dzień.
Żałuje wielu rzeczy, ale mająć wechikuł czasu przeniósł bym się do przyszłego poniedziałku....
Ktoś spyta dlaczego? Ponieważ.
Jimm
Po wczorajszym dniu noc z założenia miała być spokojna... Założenie było dobre... Znów sny znów lejąca się wódka, znów ona. Rano wstałem na suchym kacu, plany na dzisiaj szlag trafił.
Dzień jak codzień.
Ktoś wczoraj mówił coś o kasowaniu pamięci. Musze się nad tym zastanowić...
Jimm
Kim jestem? To dobre pytanie.. Z biologicznego punktu widzenia gdyby nie świadomość i wola byłbym równy z psem czy innym chomikiem. Z punktu wiary to dusza odróżnia mnie od zwierząt.
I tu zaczynają sie schody... Przez pare ładnych lat z uporem maniaka moja świadomość była zalewana alkocholem i grzebana pod górami chemi. Równo z tym moja wola odeszła do czeluśći.
Wiara ten temat narazie sobie odpuszcze.
W momęćie kiedy zostałem wyrzucony z mojej piaskownicy i odebrali mi moje zabawki znalazłem się w świecie którego wcale nie znam.
Dzięki Bogu i grupie kilku obcych osób udało mi się zdjąć okulary zbudowane z denek od butelki. Świat wcale nie stał się lepszy, życie nie stało się łatwiejsze.
Ale mówią że będzie lepiej.. I cholera wierze im... Wierze że kiedyś znajde cel. Że naucze się zyć od nowa. Bez działki i flaszki...
Jimm
Rozklejasz zaropiałe oczy. Mrugasz żeby złapać ostrość..
Jedna noga już na ziemi, potem druga podnosisz sie..
Pion znów jesteś w pionie. Jesli dasz rade stać, dasz rade walczyć.
Spychasz resztke paskudnego snu w niebyt..
Łyk zimnej kawy, spodnie, sweter..
Gotowy do walki, o szczescie, o normalnosc, o siebie..
Nie po to urodziłeś się
By z góry patrzeć na tłum szary
Jesteś niewielkim elementem
Z numerem w aktach zapisanym
Idź pod prąd! Idź pod prąd!